Przejdź do głównej zawartości

Mój dom. Przełomowe momenty.


Już długo się do Was nie odzywałam. Wybaczcie. Czasami jest tak, że człowiek zostaje goły, bez słów. Właśnie jestem na etapie stania w szerokim rozkroku i pewien etap mojego życia się niestety kończy. Ważny etap. Pod koniec stycznia kończę wspaniałą przygodę, którą była praca na Universitätsmedizin Greifswald. Dwa lata, które tu spędziłam były dla mnie pięknym okresem, szczerze pokochałam to miasto, ten region, zaznajomiłam się z ludźmi, którzy tu mieszkają. 
Na północy nie jest wcale łatwo zawrzeć bliższe znajomości. Ludzie tutaj są niesamowicie mili i uprzejmi, bardzo pomocni. Ale aby wejść w bliższą relację, tzn. mieć z kim wyjść na wino, to już trochę trudniejsza sprawa ;) Ale warta zachodu!

Co pokochałam na północy


Kiedy tu przyjechałam, nie byłam zupełnie świadoma tego, co tu zastanę. Nagle okazało się, że jestem totalnie nieprzygotowana na warunki atmosferyczne, które tu panują. Z moimi płaszczykami, botkami i zwiewnymi bluzeczkami przyjechałam tu jak śmieszna istotka, która pragnie pokonać śnieg w płaskich, śliskich butach i udaje, że trzyma fason. Do dziś pamiętam mój pierwszy wyjazd nad morze w środku zimy, kiedy to miałam na sobie płaszcz, zero szalika, nie mówiąc już o czapce. Wywiało mi mózg, nie mogłam myśleć, byłam jak zahibernowana.  Potem pojawiła się refleksja, że nie... że tu jednak jest inaczej. Zainwestuj w sportowe ciuchy, włóż czapkę idiotko i kup sobie porządną kurtkę a nie dopasowany płaszczyk od Zary. Wcześniej przeszkadzał mi wiatr, bo rozwiewał mi włosy i powodował ogólny chaos i uczucie dyskomfortu...Matko, jak sobie to teraz przypominam, to aż nie wierzę. Teraz mi się włosy trochę przerzedziły, więc już problem jakoś naturalnie zmalał, ale teraz ten wiatr pokochałam. Uwielbiam wyjść rano z domu i czuć świeżą, morską bryzę. Lubię, jak mi trochę zimno i muszę się bardziej wtulić w kaptur, który na głowie siedzi niezmiennie.  Btw... w międzyczasie dorobiłam się dwóch czapek ;) Wiatr mi nie jest już straszny ;) Nawet go lubię. Zaciągam się nim. 

Dlaczego Mecklenburg-Vorpommern to idealne miejsce do życia 



To region graniczący z Polską. Ode mnie do Świnoujścia jest ok. 70km. Można drogę pokonać wzdłuż wybrzeża... i ta droga jest zapierająca dech w piersiach. Nigdzie nie widziałam tylu rezerwatów przyrody na tak małym skrawku ziemi. Morze, jeziora, lasy, parki krajobrazowe, lasy namorzynowe, łąki. Zapach wody, ryb, jod... Wolność.... dzika wolność!!! I powiem Wam, że spotkałam tu tak wielu cudownych ludzi. Serdecznych, pomocnych, bardzo wykształconych. Greifswald to miasto uniwersyteckie. Mimo że małe, znaleźć tu można wszystko. Oferta kulturalna jest szeroka, natura za rogiem... czego więcej można chcieć?


Będziesz płakać dwa razy: kiedy przyjedziesz i kiedy będziesz wyjeżdżać


Miejscowa legenda głosi, że w Greifswaldzie płacze się dwa razy. Raz, kiedy tu trafisz (bo zapewne nie chcesz i odczuwasz to jako porażkę) i drugi raz (kiedy odkrywasz, jak wspaniałe jest to miejsce i nie chcesz go opuszczać) . I powiem Wam, że tak właśnie jest! Tzn. nigdy nie odczuwałam przyjazdu tu jako porażkę, absolutnie, ale nie było to miasto, które gdzieś tam wcześniej w moich myślach zaistniało. Ale teraz jest mi bardzo smutno, że wyjeżdżam.  Niezależnie od tego, że jadę do miasta, które dobrze znam i w którym czuję się po prostu wspaniale. Ale to MV mnie przywitało z otwartymi ramionami. To MV zbliżyło mnie do nieokiełznanej natury. To MV mnie zaskakiwało w cudowny sposób. To MV dało mi morze, mewy, szorstki wiatr i dzikie zwierzęta. To MV nauczyło mnie pokory i cierpliwości. To MV było moim pierwszym przystankiem na mapie Niemiec. To tu ludzie dali mi siłę, wiarę. To tu zdobyłam cenną praktykę. I tu dogadałam się z wiatrem....który od morza wieje nieubłaganie. 
Tak.. uwielbiam to miejsce.

Nowy rozdział



Czas się pakować. Zbierając rzeczy z półek i szaf czuję smutek. Podlewam jukę, którą kupiłam właśnie tu i jakoś przeżyła, bo nie mam ręki do kwiatów i zastanawiam się, jak ją przewiozę. 
Załatwiam formalności związane z przeprowadzką i targają mną sprzeczności. Z jednej strony bardzo cieszę się na nowe wyzwania, nie są mi straszne i to o nich marzyłam, ale będzie mi ciężko wyjeżdżać stąd. Z Greifswaldu. Z mojego miasta. Tak... MOJEGO. Bo poczułam się tu, jak w domu... 


Komentarze

  1. Iga, to jakie teraz dalsze plany? Nie wiem, czy czasem czegoś nie przeoczyłem, ale nie znalazłem odpowiedzi co dalej. Wracasz do Polski, czy może inną część DE?

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć Marcin :) Przenoszę się do Hannoveru. Nowa praca, nowe miasto...dużo zmian :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Najpierw się poznajmy

Witajcie! Długo myślałam nad tym, czy w ogóle rozpocząć prowadzenie bloga. Dlaczego? Dziś każdy może go prowadzić, pisać o czym zechce i zastanawiałam się nad tym, czy mogę do tego ogromu wiadomości dołożyć jeszcze swoją cegiełkę... I czy ktoś będzie to w ogóle chciał czytać? Chciałam się z Wami podzielić moimi przeżyciami i przemyśleniami z perspektywy trzydziestoparoletniej kobiety, która postanowiła żyć poza naszą piękną Polską i która zakochała się w świecie :) Podróże to moja nawet nie pasja, a raczej sposób na życie. Przy czym nie znajdziecie tu (jeszcze) relacji z bardzo odległych zakątków świata...ani luksusowych podróży all.... Staram się odkrywać piękno wokół mnie, korzystać z dobrodziejstwa taniego podróżowania. Ale jeszcze się nawet nie przedstawiłam - Mam na imię Iga, pochodzę z Wrześni - wspaniałego miasteczka w okolicach Poznania. Jestem germanistką i hispanistką, która po latach pracy w szkole i szkołach językowych zdała sobie sprawę z tego, że pragnie od ż...

Nasze błędy

  Wszyscy popełniamy błędy. Te drobne w zasadzie każdego dnia. Czasami zrobimy zbyt duże zakupy, czasami w kłótni powiemy o dwa słowa za dużo i potem żałujemy, czasami stojąc w korku skręcimy w boczną drogę, wierząc, że ten korek ominiemy i tracimy jeszcze więcej czasu. To są błędy, które popełniamy wszyscy... no ok, to tylko przykłady, bo każdy ma zapewne inne. Ale są też błędy, które w decydujący sposób rzutują na nasze życie. Możecie przywołać wspomnienie, kiedy myśleliście... „Dlaczego TEGO nie zrobiłem?” albo „Dlaczego TAK postąpiłem?”, „Gdyby nie TO, moje życie wyglądałoby inaczej” ? Podejrzewam, że każdy z nas mógłby coś takiego powiedzieć. Pytanie jednak, na ile ma to wpływ na nasze aktualne życie. Każda porażka, każda, z naszego punktu widzenia, niewłaściwa decyzja jest dla nas lekcją. Naprawdę uważam, że uczymy się na błędach i doskonale wiem, co mówię, bo tych błędów popełniłam...o matko....ile! Ale sądzę, że każda błędna decyzja przybliża nas do celu – choć brzmi to b...

Co daje mi energię, czyli kilka słów o pracy.

  Praca z osobami z biografią migracyjną jest najwspanialszą rzeczą, która w ostatnich latach mogła mi się przytrafić. Jako, że sama jestem emigrantką, czuję się mocno związana z osobami, którymi się opiekuję. Rozumiem ich obawy, trudności, z którymi muszą się na co dzień mierzyć. Sama z wieloma się musiałam zmierzyć. Mój wyjazd do Niemiec był jednak świadomą decyzją – moją osobistą decyzją- niewymuszoną przez inne okoliczności losu. Większość moich ludzi przyjechała do Niemiec dlatego, że nie miała innego wyboru. Prześladowania polityczne, zagrożenie życia, wojna, prześladowania religijne, skrajna bieda. Niemcy stały się ich bezpiecznym portem, w którym mogą w miarę spokojnie żyć. W którym mają dach nad głową i noce wolne od bombardowań. Ochronę prawną. Zakaz przemocy fizycznej. Zawsze, gdy witam nową grupę lub poznają nową osobę, która zjawia się u mnie na doradztwie, mówię, że pochodzę z Polski. Że tak, jak i oni jestem osobą, która w Niemczech musiała zbudować swoje życie od n...