Przejdź do głównej zawartości

"Mocne przeżycia".. czyli o rozmowach z uchodźcami.

Tak do końca nie wiem, czy potrafię opisać to, czego doświadczam w ostatnich dniach. Czy znajdę odpowiednie słowa... Bo czasami łatwiej milczeć. Mimo wszystko spróbuję, ponieważ sądzę, że to ważny temat. I ważny również dla mnie osobiście. 

Niedawno zaczęłam nową pracę. Pracę, która zaskoczyła mnie pod wieloma względami - po pierwsze tym, że pierwszego dnia dowiedziałam się, że zakres moich obowiązków będzie zgoła inny, niż wynikałoby to z rozmowy kwalifikacyjnej. No nic... z nauczycielki stałam się coachem na pełen etat. Języka uczę nadal, jednak jest to w sumie margines. Wrzucona na głęboką wodę, nie byłam przygotowana na to, co mnie spotka. I mówię to bez wartościowania "dobre - złe", absolutnie. Raczej stworzyłabym pojęcie "wspaniałe, lecz trudne". 

Ale o co chodzi?


Pracuję jako Jobcoach z osobami z tłem migracyjnym. Mówiąc po naszemu - z ludźmi z całego świata, którzy znaleźli się w Niemczech i nie potrafią się odnaleźć w nowej rzeczywistości.
Niekiedy chodzi o słabą znajomość języka, czasami o zupełnie nowe zorientowanie zawodowe. Czasami jednak o różnice kulturowe, które są tak daleko sięgające, że życie tu, w Niemczech, wydaje się podróżą na totalnie obcą planetę. I moje zadanie polega na tym, aby te osoby kompleksowo wspomóc - językowo, pomóc w znalezieniu pracy lub praktyki i być dla nich "tak po prostu" - duchowo, wspierać, radzić. 

Mam ogromne szczęście pracować z ludźmi z całego świata: Chiny, Meksyk, Rumunia, Irak, Syria, Afganistan, Rosja, etc... I praca z każdym z tych ludzi jest zupełnie osobną historią...osobną podróżą. Zupełnie nie można ich porównywać.  Ale co szczególnie mnie poruszyło, to historie osób, które musiały uciekać z domu przed wojną. To historie tych, których Polska nie chce przyjmować. To uchodźcy. To ludzie, których poznałam osobiście. To LUDZIE a nie temat w "Wiadomościach"...

Na zajęciach języka niemieckiego (których mam jednak mało), w jednej grupie spotkali się Syryjczycy, Irakijczycy, Rosjanie i Łotysze. Bardzo ciekawa grupa.  Każdy inny. Każdy zupełnie inaczej się zachowuje. Pan Ahmad* raczej zdystansowany, nie mówi wiele. Ale gdy grupa wychodzi na przerwę, podchodzi do mnie i zaczyna opowiadać. Pochodzi z Iraku. Jest księgowym, ma prawie 30 lat doświadczenia w różnych firmach, w tym w korporacjach. Ahmad ma bystre spojrzenie, wiem, że ma wiele do powiedzenia. Wiem, że chciałby tu żyć inaczej. Ale nie zna dobrze języka. Ma ok. 50 lat, dobre wykształcenie. Teraz pracuje w weekendy w restauracji jako pomoc kuchenna... Człowiek z dyplomem. Uciekał przed wojną. w wieku 50 lat zaczyna od nowa. Rodzina daleko. Mocny obraz. Szczególnie, gdy notuje mocno zatemperowanym ołówkiem nowe słowa. Bardzo się stara. Mijając mnie na korytarzu zawsze się uśmiecha, zawsze mówi dzień dobry i podaje rękę. Ahmad.
Obok niego siedzi Yesid*. To Syryjczyk. Zawsze uśmiechnięty. To on nauczył mnie pierwszych słów po arabsku:" Musch musch" - co znaczy "morela" ;) Yesid sprawia wrażenie człowieka ciągle zadowolonego. No i przyszedł dzień, kiedy w jakimś tekście, który omawialiśmy, pojawił się zwrot "mocne przeżycia" (po niemiecku). No i jak teraz wytłumaczyć to abstrakcyjne pojęcie, aby Syryjczyk, Irakijczycy, Łotysze i Rosjanie to zrozumieli...? Jakoś się udało i nagle Yesid mówi...: 
"Czy mocne przeżycie to to, jak straciłem młodszego brata, który został zabity podczas wojny...?". I wówczas głos mi uciekł... Jak odpowiedzieć na takie pytanie..? I to mówi Yesid... uśmiechnięty Yesid od "musch musch". Ten Yesid, który uciekał przed wojną. Na pieszo. Autem. Jak się trafiło. Bez kąpieli. 


Inne historie


Alaa* to młoda kobieta. Syryjka. Studiowała marketing i zarządzanie. Jest również instruktorką zumby. Piękna kobieta. Przychodzi na pierwszy coching, uśmiecha się. Mówi dobrze po niemiecku  ma plan, co chciałaby robić. Jest silna, to czuć już od samego początku. I w trakcie rozmowy okazuje się, że w Syrii pracowała 2 lata w swoim zawodzie. Potem wybuchła wojna i musiała uciekać. Trafiła do Jemenu. Tam pracowała chwilę i również zaostrzył się konflikt. Uciekała znowu. Tym razem do Turcji. Tam pracowała jako kelnerka ale była źle traktowana. I trafiła do Niemiec. Nie użala się nad sobą. Uśmiecha się. Mówi, że trzeba iść na przód. Przede wszystkim chce opanować język, by móc pracować w przyszłości w swoim zawodzie. Alaa jest wspaniała. Chyba nawet nie wie, jak bardzo.

Asha* natomiast to Afganka, która dorastała w Iraku. Do Niemiec wygnała ją wojna. Ma to szczęście, że jest tu z rodziną. Niestety wszyscy w rodzinie, poza nią, są chorzy. I to poważnie. Czy Asha ma pretensje? Czy jest smutna, przeklina rzeczywistość? Nie! Mało tego, Asha chce się kształcić w kierunku medycznym. Kiedy zapytałam ją, skąd ten wybór, powiedziała, że dlatego, ponieważ wszyscy w jej rodzinie są chorzy. A po drugie, chce pomagać ludziom. Asha mówi płynnie po niemiecku, nauczyła się w 3 lata. Jest niesamowicie dzielna. Nosi chustę na głowie, "Kopftuch", i za nic w świecie nie chce jej ściągnąć. To dla niej bardzo ważne.  Boi się, że może mieć z tego tytułu nieprzyjemności. Asha jest bardzo silna. Ponadprzeciętnie inteligentna. I radzi sobie ze swoimi ranami. Chce pomagać innym.

Konkluzja


To tylko kilka przykładów historii, które wysłuchałam. Co chcę Wam powiedzieć, to to, że spotkałam na swojej drodze cudownych ludzi, którzy mają za sobą ogromną traumę. Traumę, którą chcą zapomnieć. Niektórzy z nią jeszcze walczą, inni poradzili sobie z nią lepiej. A jeszcze inni czują się obco w kraju, którego języka i reguł nie znają. Ale chcą poznać. Czuję do nich wielki respekt. Sposób, w jaki sobie radzą z ogromem przeżyć i dramatycznych doświadczeń jest godny podziwu. Wszyscy, ale to wszyscy, których poznałam, są ciepłymi, serdecznymi ludźmi, którzy bardzo pragną się zintegrować w nowym społeczeństwie. Dlatego gdy słyszę te okropne slogany, pełne nienawiści i pogardy, skierowane przeciwko uchodźcom, pęka mi serce. Polska nadal nie chce przyjmować uchodźców. Wielu Polaków na hasło "uchodźca" ma przed oczami terrorystę. Bo Islam. I to mnie przeraża. I dla mnie jest to okrucieństwem.  A ja mam przed oczami tych ludzi, których poznałam osobiście. Którzy są cudowni, ciepli, wykształceni i... niestety przez ogromną część Europy, zapomnieni...

*Imiona zostały zmienione




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Najpierw się poznajmy

Witajcie! Długo myślałam nad tym, czy w ogóle rozpocząć prowadzenie bloga. Dlaczego? Dziś każdy może go prowadzić, pisać o czym zechce i zastanawiałam się nad tym, czy mogę do tego ogromu wiadomości dołożyć jeszcze swoją cegiełkę... I czy ktoś będzie to w ogóle chciał czytać? Chciałam się z Wami podzielić moimi przeżyciami i przemyśleniami z perspektywy trzydziestoparoletniej kobiety, która postanowiła żyć poza naszą piękną Polską i która zakochała się w świecie :) Podróże to moja nawet nie pasja, a raczej sposób na życie. Przy czym nie znajdziecie tu (jeszcze) relacji z bardzo odległych zakątków świata...ani luksusowych podróży all.... Staram się odkrywać piękno wokół mnie, korzystać z dobrodziejstwa taniego podróżowania. Ale jeszcze się nawet nie przedstawiłam - Mam na imię Iga, pochodzę z Wrześni - wspaniałego miasteczka w okolicach Poznania. Jestem germanistką i hispanistką, która po latach pracy w szkole i szkołach językowych zdała sobie sprawę z tego, że pragnie od ż...

Co daje mi energię, czyli kilka słów o pracy.

  Praca z osobami z biografią migracyjną jest najwspanialszą rzeczą, która w ostatnich latach mogła mi się przytrafić. Jako, że sama jestem emigrantką, czuję się mocno związana z osobami, którymi się opiekuję. Rozumiem ich obawy, trudności, z którymi muszą się na co dzień mierzyć. Sama z wieloma się musiałam zmierzyć. Mój wyjazd do Niemiec był jednak świadomą decyzją – moją osobistą decyzją- niewymuszoną przez inne okoliczności losu. Większość moich ludzi przyjechała do Niemiec dlatego, że nie miała innego wyboru. Prześladowania polityczne, zagrożenie życia, wojna, prześladowania religijne, skrajna bieda. Niemcy stały się ich bezpiecznym portem, w którym mogą w miarę spokojnie żyć. W którym mają dach nad głową i noce wolne od bombardowań. Ochronę prawną. Zakaz przemocy fizycznej. Zawsze, gdy witam nową grupę lub poznają nową osobę, która zjawia się u mnie na doradztwie, mówię, że pochodzę z Polski. Że tak, jak i oni jestem osobą, która w Niemczech musiała zbudować swoje życie od n...

High life i ciemna strona mocy

Jest taki fenomen emigranta odwiedzającego rodzinę, przyjaciół, generalnie swój rodzimy kraj. Po prostu full opcja, wraca bohater, matka gotuje bigos, kupuje ogórki kiszone (bo "tam" ciężko znaleźć), dzwonią telefony. Jezusie słodki... wraca gwiazda. (Mam nadzieję, że łapiecie konwencję). Trochę to śmieszne i trochę to straszne... A często bywa i tak, że ów bohater naprawdę wchodzi w rolę - to już mamy cyrk pełną parą. Ale nie o tym chciałam mówić. To temat na osobny tekst. Chciałam się skupić na tym aspekcie, który dla innych być może nie jest tak widoczny. Za tą "full opcją" kryje się niejednokrotnie jedno wielkie zwątpienie. Ciężka praca. Tęsknota. Nie high life tylko raczej "ojej... czy dam radę"..., "ojej, nie mam pojęcia jak to, gdzie to...". I z tym musisz sobie jakoś poradzić.  Myślę, że każdy, kto przeżył choć kilka miesięcy za granicą, nie mówiąc już o latach, miał momenty zwątpienia i trudnych chwil. Opowiem Wam, jak to był...