Przejdź do głównej zawartości

Posty

Work-life balance, czyli o równowadze między życiem prywatnym a zawodowym

Znów wracamy do kwestii związanych z pracą i życiem zawodowym. "Przepraszam Cię, ale tonę w papierach", "Wiesz co, padam po dzisiejszym dniu - może jutro się spotkamy?", "Jestem totalnie wypalony, mój szef jest ciągle niezadowolony i twierdzi, że za mało się staram" - brzmi znajomo? Doświadczyłeś tego? Albo może słyszałeś co podobnego od swoich znajomych? Gdy praca pożera życie prywatne - nie ma w życiu równowagi. I tym tematem chciałam się dzisiaj z Wami podzielić. Work-life balance , czyli równowaga między życiem prywatnym i zawodowym. Trochę historii. Generacje X,Y,Z Podejście do pracy, do poczucia obowiązku ewoluowało przez lata. Zauważamy duże różnice między pokoleniem X,Y,Z a to tego koktajlu dołączają baby boomers . Aha, fajnie... ale co to znaczy? Baby boomers to osoby  urodzone w latach 1946-1964, powojenne pokolenie wyżu demograficznego. Nauczeni pracy,zaangażowani i świadomi poczucia obowiązku. Odpowiedzialność, dzielenie się wied...

Pociąg w górę... pociąg w dół...

Zróbmy sobie dzisiaj taki eksperyment. Bądźmy obserwatorami. Pomyślmy o ludziach, którzy nas otaczają. Czarny płaszcz, kapelusz i  lupa gotowe? ;) Pomyślmy o ludziach, którzy motywują nas do działania, którzy dają nam siłę, mówią " super, dasz radę! ". Którzy swoją postawą dają przykład lub są dla nas wsparciem i punktem, od którego zawsze się odbijemy, bo to oni nam powiedzą " halo, halo, proszę pani/pana, z powrotem proszę ;) " . Nasuwa mi się pytanie, w jakim stopniu nasz sukces (czymkolwiek by nie był) zależy od obecności w naszym życiu osób, które są naszym "back-upem", naszym wsparciem. Czy w ogóle mamy takie osoby wokół siebie? Plany - pragnienia - rzeczywistość  Każdy z nas ma jakieś marzenia. Każdy ma jakiś cel, coś, co chciałby w życiu osiągnąć, co chciałby przeżyć. Ale niestety życie to nie ebay, i zamówienie nie zawsze się zgadza z dostawą. Często dążymy do czegoś, z prądem, pod prąd, nieważne, ale zakończenie nigdy nie jest jednoz...

Uwierz w swoje siły. Wspieraj innych.

Ostatnio pisałam na temat tego, czy warto porównywać się z innymi. W swoim życiu często spotykam ludzi, którzy się nie doceniają,  który nie wierzą we własne siły, choć są wspaniali - są fachowcami w swojej dziedzinie, a do tego ciepłymi i pięknymi ludźmi.  I często zastanawiam się nad tym, jak to się stało, że to oni właśnie chowają się przed światem, a jednocześnie, że świat jest tak ślepym obserwatorem,  że nie popycha ich swą wszechmocną ręką do przodu... Hej do przodu i cichy obserwator Czasami denerwuję się (choć wewnętrznie), że często to pycha i egoizm wysuwa się na "pole position" i ludzie tak po trupach do celu... I że to tak powszechne. Bezkrytycyzm i ułańska fantazja jakoś działają. Pociąg gna do przodu. Byle dalej, byle wyżej, byle moje na wierzchu. Byle zarobić, byle wykorzystać, byle MI było dobrze.  Tylko ja, ja, ja...  I w tym samym momencie żyje obok człowiek. Inteligentny, współczujący, skromy. Społecznik. Uśmiechnięty marzyc...

Jak mądrze się porównywać z innymi ( i czy w ogóle?)

Tym razem postanowiłam poruszyć temat, który obecny jest w różnych dziedzinach naszego życia - począwszy od życia prywatnego po zawodowe. W erze wszechobecnego internetu coraz częściej stajemy do wyścigu, kto lepiej, kto piękniej, kto szybciej... W sieci każdy ma wspaniałe życie i same sukcesy na koncie. Reklama z pierwszej ręki. Instagramowe życie, czyli wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma To jest poniekąd straszne, ale wiem, co moja daleka znajoma jadła na śniadanie - oczywiście bardzo zdrową owsiankę z owocami i niskotłuszczowym jogurtem. Wszystko podane na "dizajnerskim" talerzu, w towarzystwie "cafe xxx" (nawet nie wiem, jaka to kawa i jakie to cudowności ma w sobie). Myślę sobie, cholera, a ja znowu chleb z pomidorem...  Jak te kobiety to robią? I jeszcze o poranku im się chce pstrykać foty. W sumie podziwiam, bo ja rano, z jednym otwartym okiem, drugim jeszcze śpiącym, myślę tylko o tym,  by zrobić sobie w miarę udaną kawę (zakupioną zresztą w sklepi...

Najdziwniejsze pytania na rozmowie kwalifikacyjnej

Idąc na rozmowę kwalifikacyjną staramy się przygotować jak najlepiej się da. Mniej więcej wiemy, jakie pytania mogą na nas czekać, ale nie zawsze jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Niekiedy pytania mogą naprawdę zaskoczyć. Czasami frustrować. Czasami pojawi się w głowie pytanie "Co to za beznadziejne pytanie? Co to ma w ogóle na celu?". Stawiając nieszablonowe pytania, rekruter często nie chce sprawdzić wiedzy merytorycznej, ale przekonać się, czy posiadamy kompetencje miękkie, czy potrafimy myśleć kreatywnie. Czy też zobaczyć, w jaki sposób podchodzimy do rozwiązania danego problemu. Nie zawsze ważna jest odpowiedź, ale sposób, w jaki do niej dojdziemy. Poniżej przedstawiam niestandardowe, dziwne pytania, które pojawiały się na rozmowach kwalifikacyjnych (niektóre z nich sama usłyszałam). 1. Podaj 10 sposobów wykorzystania spinacza biurowego. 2. Ile pralek produkuje się rocznie w Stanach Zjednoczonych?  3. Jak przygotowałbyś kanapkę z tuńczykiem? 4...

Tematy na raty

Mam nadzieję, że korzystacie jeszcze z pięknej sierpniowej pogody i odpoczywacie, zanim nadejdzie czas powrotu do pracy.  W najbliższym czasie rozpocznę publikację artykułów na temat rekrutacji i wszystkiego, co związane z poszukiwaniem pracy za granicą oraz w Polsce. Znajdziecie w nich wskazówki, refleksje czy linki do artykułów, które być może będą dla Was pomocne. Oto najbliższe tematy:  1. Gdy dzwoni rekruter - porady, jak zareagować.  2. Praca za granicą - jak ją znaleźć? 3. Czy warto porównywać się z innymi? 4. Najdziwniejsze pytania z rozmów kwalifikacyjnych - czy można się na nie przygotować? 5. Work-life balance. Czyli dlaczego równowaga między życiem zawodowym a prywatnym jest tak ważna.  Dajcie znać, które z tych tematów są dla Was najciekawsze - te pojawią się najszybciej ;)  Jak zawsze czekam na Wasze komentarze, wskazówki i inspiracje.  Do usłyszenia :)

Szwedzkie lofry*

Po gorętszych klimatach przyszedł czas na Skandynawię - dokładnie na Szwecję. Poleciałam tam z siostrą i długo wyczekiwałyśmy tego wyjazdu. Dla nas obu był do pierwszy raz w Szwecji i miałyśmy oczywiście już jakieś swoje wyobrażenia na temat tego, "jak tam będzie". Oczywiście wyobrażenia te bardzo szybko zostały skonfrontowane z rzeczywistością - w zasadzie już pierwszego dnia. I za to kocham podróże. Zawsze zaskakują. W zasadzie zobaczyłyśmy tylko mały skrawek Szwecji. Nasza trasa wyglądała tak: Sztokholm - Uppsala - Nynäshamn - Visby (Gotlandia) - Nyköping Pierwszy krok, czyli zakup biletów Ryanair był bardzo przyjemny. Koszt porównywalny do pociągu relacji Poznań - Kraków. Tylko lotnisko 100 km od stolicy... no trudno. Koszt shuttle busa droższy od samego lotu. No nic... Choć od tego momentu finansowa jazda bez trzymanki przybierała na sile. Szwecja to bardzo drogi kraj. Nie będę Wam opisywać szczegółów, w jakich hotelach spałyśmy czy jak dojechać tu c...