Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wittgenstein - między słowem i sensem.

Może to zbyt ciężki temat na bloga, jednak postanowiłam, że mimo wszystko chciałabym opowiedzieć Wam kilka słów o tej fascynującej postaci.  Wittgenstein towarzyszy mi już jakiś czas, jednak zanim w pełni dojrzeję do niego, minie jeszcze zapewne parę lat.  Kim w ogóle był Wittgenstein? To austriacki filozof, urodzony w Wiedniu w 1889 roku. W centrum jego zainteresowania znalazły się język i logika. To on jest autorem słynnych słów "Die Grenzen meiner Sprache sind die Grenzen meiner Welt" (Granice mojego języka są granicami mojego świata).  Nie ukrywam, że zgadzam się w tej kwestii w stu procentach z Wittgensteinem. Granice mojego języka nieustannie wyznaczają granice mojego świata...  Miał szczęście urodzić się w bardzo bogatej wiedeńskiej rodzinie, co umożliwiło mu zdobycie dobrego wykształcenia i dało możliwość obcowania z ludźmi, którzy tworzyli historię. Ojciec Wittgensteina, Karl, prowadził salon muzyczny, na którym bywali między innymi Brah...

Mój dom. Przełomowe momenty.

Już długo się do Was nie odzywałam. Wybaczcie. Czasami jest tak, że człowiek zostaje goły, bez słów. Właśnie jestem na etapie stania w szerokim rozkroku i pewien etap mojego życia się niestety kończy. Ważny etap. Pod koniec stycznia kończę wspaniałą przygodę, którą była praca na Universitätsmedizin Greifswald . Dwa lata, które tu spędziłam były dla mnie pięknym okresem, szczerze pokochałam to miasto, ten region, zaznajomiłam się z ludźmi, którzy tu mieszkają.  Na północy nie jest wcale łatwo zawrzeć bliższe znajomości. Ludzie tutaj są niesamowicie mili i uprzejmi, bardzo pomocni. Ale aby wejść w bliższą relację, tzn. mieć z kim wyjść na wino, to już trochę trudniejsza sprawa ;) Ale warta zachodu! Co pokochałam na północy Kiedy tu przyjechałam, nie byłam zupełnie świadoma tego, co tu zastanę. Nagle okazało się, że jestem totalnie nieprzygotowana na warunki atmosferyczne, które tu panują. Z moimi płaszczykami, botkami i zwiewnymi bluzeczkami przyjechałam tu jak śmieszna...

Czytanie to nieuleczalna choroba

Dzisiaj zamówiłam książkę, której wyczekiwałam od miesięcy... aż w końcu nastał dzień premiery i cieszę się, jak dziecko, że lada dzień do mnie dotrze. Ale wiecie co? Łapię się na tym, że coraz częściej odkładam książkę na bok , bo "nie mam czasu" ... bo "trzeba zrobić to i to....",   bo... "jakieś ważne sprawy" . I trochę mnie to przeraża. Bo wydaje mi się, że żyję w sumie powoli. Często sprawiam sobie drobne przyjemności "nicnierobienia". Więc tego czasu powinno być wystarczająco dużo na to, by sobie spokojnie poczytać. A jednak mam mały spichlerz książek, które czekają na przeczytanie. Niekiedy sobie je układam, że na przykład... ta będzie następna, a potem jakoś się dzieje, że chwytam inną i okazuje się strzałem w dziesiątkę, a tamta leży i się kurzy.... czeka na lepsze czasy. Kiedyś było inaczej Z nostalgią wspominam czasy studenckie. Mimo że wówczas już pracowałam i byłam bardziej zmęczona, niż dziś, to okres wakacji letnich był ...

Tętno miasta - Hannover

Zawsze jak jestem w podróży lub po prostu odwiedzam jakieś miasto, największą radość sprawia mi "wmieszanie się w tłum" i obserwowanie lokalnej codzienności. Nie zaliczanie kolejnych punktów, nie hektyczne bieganie po muzeach i innych atrakcjach, które trzeba rzekomo zobaczyć, a powolne szwędanie się po mieście daje mi obraz tego, gdzie się tak naprawdę znalazłam. Lubię obserwować ludzi i ich zachowania. Lubię wymieniać pozdrowienia z nieznajomymi i czasami uciąć krótką pogawędkę. Co jeszcze mnie fascynuje, to kształty i formy. Każde miasto ma coś, co je wyróżnia spośród innych. Coś, co stanowi o jego wyjątkowości, choć czasami wcale nie muszą to być rzeczy, które nachalnie rzucają się w oczy.  Każde miasto ma swój niepowtarzalny rytm  Osobiście sądzę, że każde miasto ma swój rytm, swoje tempo, którym żyje. Może być ono niespieszne albo wręcz przeciwnie. Czasami możesz się z tym rytmem zupełnie minąć... Jestem teraz w Hannoverze. Jest to miasto, do którego ciągni...

Wewnętrzna Psuja vs. Wewnętrzny Krytyk

Po krótkiej przerwie witam Was ponownie. Dziś chciałam podzielić się z Wami przemyśleniami na temat tego, jak to sobie sami czasami potrafimy rzucić kłodę pod nogi. Wewnętrzny Krytyk kontra Wewnętrzna Psuja - oto temat dzisiejszych rozważań ;)  Dwa stwory Niezależnie od tego, jakich działań się podejmujemy - czy to w domu, czy w życiu zawodowym, czy nawet patrząc na nasze marzenia, pragnienia, często na naszym ramieniu siada taki stwór, który szepcze cicho do ucha : "No weź... o czym ty myślisz, daj sobie spokój, i tak nie dasz rady". Nazywam tego stwora "Wewnętrzną Psują". To on wysysa naszą energię. To on sprawia, że tkwimy w jednym punkcie, nieszczęśliwi lub w rozterce, lub po prostu zahamowani, bojąc się zrobić krok naprzód. To on się nam podlizuje, tworząc wygodne ciepełko... wrzuca do pieca, tłumaczy nam, jak to fajnie mamy i po co ryzykować? Przecież jest całkiem ok. To on mówi "Bez fajerwerków, lecz stabilnie".  To on mówi" Wymy...

Work-life balance, czyli o równowadze między życiem prywatnym a zawodowym

Znów wracamy do kwestii związanych z pracą i życiem zawodowym. "Przepraszam Cię, ale tonę w papierach", "Wiesz co, padam po dzisiejszym dniu - może jutro się spotkamy?", "Jestem totalnie wypalony, mój szef jest ciągle niezadowolony i twierdzi, że za mało się staram" - brzmi znajomo? Doświadczyłeś tego? Albo może słyszałeś co podobnego od swoich znajomych? Gdy praca pożera życie prywatne - nie ma w życiu równowagi. I tym tematem chciałam się dzisiaj z Wami podzielić. Work-life balance , czyli równowaga między życiem prywatnym i zawodowym. Trochę historii. Generacje X,Y,Z Podejście do pracy, do poczucia obowiązku ewoluowało przez lata. Zauważamy duże różnice między pokoleniem X,Y,Z a to tego koktajlu dołączają baby boomers . Aha, fajnie... ale co to znaczy? Baby boomers to osoby  urodzone w latach 1946-1964, powojenne pokolenie wyżu demograficznego. Nauczeni pracy,zaangażowani i świadomi poczucia obowiązku. Odpowiedzialność, dzielenie się wied...

Pociąg w górę... pociąg w dół...

Zróbmy sobie dzisiaj taki eksperyment. Bądźmy obserwatorami. Pomyślmy o ludziach, którzy nas otaczają. Czarny płaszcz, kapelusz i  lupa gotowe? ;) Pomyślmy o ludziach, którzy motywują nas do działania, którzy dają nam siłę, mówią " super, dasz radę! ". Którzy swoją postawą dają przykład lub są dla nas wsparciem i punktem, od którego zawsze się odbijemy, bo to oni nam powiedzą " halo, halo, proszę pani/pana, z powrotem proszę ;) " . Nasuwa mi się pytanie, w jakim stopniu nasz sukces (czymkolwiek by nie był) zależy od obecności w naszym życiu osób, które są naszym "back-upem", naszym wsparciem. Czy w ogóle mamy takie osoby wokół siebie? Plany - pragnienia - rzeczywistość  Każdy z nas ma jakieś marzenia. Każdy ma jakiś cel, coś, co chciałby w życiu osiągnąć, co chciałby przeżyć. Ale niestety życie to nie ebay, i zamówienie nie zawsze się zgadza z dostawą. Często dążymy do czegoś, z prądem, pod prąd, nieważne, ale zakończenie nigdy nie jest jednoz...